Pociąg do szczęścia i Nagrody Nobla

Katastrofa kolejowa zmieniła życie Władysława Reymonta, jego narzeczonej Aurelii i ukochanej pisarza – Wandy. Bardzo możliwe, że wpłynęła też na historię polskiej literatury.

 

Barbara odmowy nie uznaje

Niespełna dwudziestoletnia panna Czarnowska przyjechała do Warszawy prosto z rodzinnego majątku w Strudze (dzisiejszy powiat sochaczewski). Pod swoją opiekę przyjęli ją państwo Orłowscy, przyjaciele rodziny. Kilka dni po jej zadomowieniu się w stolicy, wybuchło powstanie listopadowe. Panna Basia jako pielęgniarka-ochotniczka zajmowała się rannymi żołnierzami, ale marzyła, aby zryw niepodległościowy wesprzeć bardziej aktywnie.

Wiosną 1831 r. zgłosiła się do obozu wojskowego na Pradze, gdzie stacjonował 1 Pułk Jazdy Augustowskiej. Kapitan Mateusz Kuncewicz, z którym rozmawiała, próbował ją od tego zamiaru odwieść, ale spotkał się ze stanowczym sprzeciwem ze strony krewkiej niewiasty, dlatego wymyślił podstęp. Gdy kilka dni później, w męskim przebraniu – w mundurze

i obcięta na krótko – stawiła się w obozie, dowódca pułku – ppłk Eleazar Tyszka, natychmiast zorientował się, że stoi przed nim kobieta, a nie jedynie urodziwy młodzieniec. Zapał i determinacja Czarnowskiej sprawiły, że mianowano ją kadetem. Był to precedens w historii polskiej wojskowości – nigdy wcześniej żadnej kobiety nie przyjęto w szeregi regularnej armii. Początkowo pełniła obowiązki adiutanta, pracowała w kancelarii pułku i przygotowywała się do służby wojskowej. Po kilku miesiącach wzięła wreszcie udział w zbrojnej obronie Warszawy – 7 września stanęła na linii bojowej między rogatkami jerozolimskimi i wolskimi, potem w kolejnej kampanii powstania – pod Sierpcem.

Za bohaterską postawę w czasie tej ostatniej potyczki została odznaczona Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy oraz awansowana do stopnia podoficera. W listopadzie 1831 r. rozwiązano armię polską. Pięć lat później Barbara Czarnowska wyszła za mąż za Kazimierza Zakrzewskiego i zamieszkała w jego majątku we wsi Żaby pod Błoniem. W 1841 r. owdowiała, a niedługo potem – już z drugim mężem, Stanisławem Żbikowskim – przeniosła się do Warszawy. Małżonkowie zamieszkali w niewielkiej, ale własnej, kamienicy „Pod Lwem” na rogu Rynku Starego Miasta i ulicy Świętojańskiej. Resztę życia spędziła, angażując się dobroczynnie. Bohaterska podoficer zmarła w 1891 r. Tę wyjątkową kobietę opłakiwała liczna rodzina – córki, wnuki i prawnuki. Była wśród nich także jej 31-letnia wnuczka – Wanda ze Starzyńskich, wówczas już żona prezesa Sądu Apelacyjnego Stanisława Szczuki i matka czwórki dzieci.

 

Wanda dłużej nie wytrzyma

Małżeństwo Szczuków, które chyliło się już wtedy ku końcowi, trwało w sumie około 15 lat. Jednak energiczna i apodyktyczna pani Wanda nie mogła pogodzić się z rolą, jaką ówczesna obyczajowość wyznaczała żonie i matce. Za zgodą i pośrednictwem kurii orzeczono separację małżonków. Wanda zabrała dzieci i wyjechała z Warszawy. Niedługo potem wyegzekwowała od męża pieniądze za wniesiony w posagu majątek ziemski i przeniosła się do Zakopanego. Była kobietą, która przyciągała zarówno urodą, jak i niepospolitą inteligencją. W jej kręgach towarzyskich przewijało się wiele ciekawych postaci ówczesnej epoki. Władysława Reymonta poznała prawdopodobnie w drugiej połowie 1899 r., czyli już po rozstaniu z mężem. Wanda Szczukowa przysłoniła Reymontowi cały świat. Przez kilka miesięcy nie reagowała na jego zabiegi. Dopiero po jakimś czasie spojrzała na pisarza przychylnie – pojechali do Krakowa i przeżyli tam „dwa dni triumfującej miłości”1. Szczukowa powróciła do Zakopanego i chociaż obiecała Reymontowi szybki przyjazd – zmieniła plany. Właśnie wtedy rozpoczęła się ich korespondencja. „Miłość i katastrofa. Listy do Wandy Szczukowej” to epistolograficzny dowód namiętnego uczucia, jakim pisarz darzył ukochaną.

 

    „Widzisz, oszalałem przez Ciebie,

    oszalałem. Płonę jak pochodnia,

    jak stos. Kocham Cię…”

                    List z 4 kwietnia 1900 r.

 

Aurelia właśnie się rozwodzi

Co ciekawe, Reymont był w tym czasie w bardzo poważnej relacji uczuciowej z Aurelią z Szacsznajderów Szabłowską, z którą zamierzał się ożenić – para była zaręczona od 1896 r. Najpierw jednak oblubienica musiała otrzymać rozwód. A stwierdzenie nieważności małżeństwa z Teodorem Marianem Szabłowskim, z którym była w separacji, przeciągało się...

Tak rozdarty pomiędzy dwiema kobietami, pisarz podjął w końcu decyzję – chciał przenieść się do Zakopanego, w ramiona ukochanej Wandy. Pomimo sukcesu „Ziemi obiecanej”, która przez ostatnie 2 lata ukazywała się w odcinkach na łamach łódzkiego „Kuriera Codziennego”, finanse pisarza były w opłakanym stanie. Dlatego honorarium za zbiór opowiadań pt. „W jesienną noc”, które czekało na Reymonta u wydawcy, było bardzo pożądane. Przy okazji podróży do Warszawy, pisarz planował załatwić kilka innych spraw: zlikwidować swoje tamtejsze mieszkanie, odebrać paszport i pozamykać wszelkie sprawy, jakie miał w stolicy.

 

    „(…) pamiętaj, że masz we mnie

    duszę oddaną Ci do dna, że masz

    serce, które kocha, tęskni i czeka.

    Całuje raz jeszcze, ale całą mocą

    miłości, szału i uniesienia. Kocham

    Cię! Kochaj mnie!”

                                  List z 25 maja 1900 r.

 

Władysław liczy złamania

Trzynastego lipca 1900 r., w drodze powrotnej ze stolicy towarzyszyli pisarzowi: Jan Gadomski, redaktor „Gazety Polskiej”, jego siostra Teofila oraz znajomy dziennikarz „Tygodnika Ilustrowanego” – Ignacy Matuszewski. Było lipcowe przedpołudnie, upał zaczynał przybierać na sile. Wielu z podróżujących zażywało ochłody na platformach, czyli odkrytych podestach na końcu każdego wagonu, gdzie orzeźwiał ich pęd powietrza. Na wysokości stacji Włochy miał ich minąć pociąg jadący do stolicy. Na skutek awarii przekaźnika elektrycznego, zwrotnica nie zmieniła zawczasu swego położenia i – zamiast przejechać obok – rozpędzony pociąg wbił się z impetem w bok składu nr 17 relacji Warszawa–Skierniewice, którym podróżował pisarz. Parowóz, tender (wagon do przewozu węgla) oraz cztery pierwsze wagony odczepiły się od reszty pojazdu i sunęły samodzielnie po torach. Zmiażdżone środkowe wagony zsunęły się z nasypu. W momencie uderzenia, Reymont i Gadomski stali przy wyjściu na platformę, co ocaliło im życie. Impet uderzenia zerwał dach z wagonu i obydwaj panowie zostali wyrzuceni do rowu. Gadomski stracił przytomność, ale Reymont, choć zakrwawiony i połamany, po chwilowym zamroczeniu – ruszył w stronę rumowiska. Wśród szczątków swojego wagonu znalazł zmiażdżone ciało Teofilii Gadomskiej.

Poszkodowanych w katastrofie przewieziono do warszawskich szpitali. Pisarz trafił do Szpitala Praskiego z dwoma złamanymi żebrami, jednak w raporcie lekarskim napisano, że ma 12 złamanych żeber i nie wiadomo czy będzie nadal zdolny do pracy umysłowej. Taka opinia – prawdopodobnie lekko naciągająca faktyczny stan zdrowotny ofiary – pomogła rok później wywalczyć od Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej bardzo wysokie odszkodowanie, które zapewniło Reymontowi niezależność finansową – mógł całkowicie poświęcić się pisarstwu. Rozpoczął wtedy pracę nad powieścią o życiu polskiej wsi, a właściwie jej drugą wersją – pierwszy rękopis „Chłopów” spalił. Jednak powypadkowa rehabilitacja, kiepski stan psychiczny po przeżytej traumie i zagraniczne wyjazdy dla poratowania zdrowia położyły kres romansowi z panią Szczukową.

 

Alfred przyznaje nagrodę

Papież Leon XII – 1 lipca 1902 r. – udzielił dyspensy w sprawie unieważnienia małżeństwa Szabłowskich, a już 2 tygodnie później Aurelia i Władysław wzięli ślub. Dwadzieścia dwa lata później, za czteroksiąg o życiu mieszkańców wsi Lipce, Reymont odebrał Nagrodę Nobla.

 


Autor: Opracowała Agnieszka Bogucka, Wprowadzenie: Iwona Dybowska. Materiał opublikowany dzięki uprzejmości Urzędu Marszałkowskiego. Rubryka „Czy wiesz, że” pisma Samorządu Województwa Mazowieckiego pt. „Kronika Mazowiecka” http://www.mazovia.pl/wydawnictwa/kronika-mazowiecka/